2 Liceum Ogólnokształcące w Jaśle   II LO JASŁO    2 LO JASŁO
Download · Artykuły · Strona Główna06 Wrzesień 2010 12:22
Nawigacja
SZKOŁA
  Szkoła
  Patron
  Statut Szkoły
  Nauczyciele i Wychowawcy
  Samorząd Szkolny
  Rozkład dzwonków
  Zestaw programów nauczania i podręczników
  Platforma nauczania on-line

Nabór 2010/2011
  informacje, podanie

MATURA

KONKURSY/OLIMPIADY
  konkurs ekologiczno-informatyczny 2010

Twórczość naszych uczniów

UCZNIOWIE
  Fotki klas 2009/2010

PORTAL
  Strona Główna
  Galeria
  Artykuły
  Download
  Kontakt
  Szukaj

Kalendarz
Wrzesień 2010
Nd Pn Wt Śr Cz Pt Sb
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Nasza twórczość
Nowa strona 1

Szkolny Konkurs Literacki „Dziwny jest ten świat” – nagrodzone utwory:

Magdalena Mucha kl. III A

Rehabilitacja serca

 

Przerzucając wspomnienia

natrafiłam właśnie na Ciebie..

Kartka za kartka

przeszukiwałam zakamarki duszy

zbierałam kamienie, które

kiedyś spadały jak łzy..

Nawet proste słowa wyjaśnienia

Nie wydobyły się z Twych ust

Lato nadeszło tak piękne

 Dla mnie nie istnieje

Jest tylko szare życie

Jest tylko szara kurtyna..

Zasłoniła mi barwy tego świata

Przedstawienie życia się rozpocznie

Niestety z przyczyn technicznych

Kurtynę podniosę później

Za dzień...

Za tydzień...

... za rok

Podniosę gdy remont sceny się zakończy..

Z poszarpanym sercem

 i dziurawymi dłońmi

ciągle idę przed siebie..

Rehabilitacja serca trwa..

 

 

 

Sylwester Zięba kl. III B

 

Fucha

 

            Potraktowane kopniakiem drzwi zwisały smętnie na jedynym ocalałym zawiasie i poskrzypywały cicho na wietrze. Drugie ich skrzydło leżało wewnątrz. Zaraz za nimi w kałużach krwi leżały dwa trupy. W całym budynku panował półmrok.

Następne sale przedstawiały ten sam widok – wyważone drzwi i ciała strażników. Gdzieś w głębi gmachu rozległ się krótki, urwany krzyk.

Ostatni korytarz – ciała leżą tu niemal jak dywan – nie sposób przejść nie nadeptując na któreś.

Przed drzwiami prowadzącymi do skarbca stała odziana na czarno postać z niedbale zarzuconym kapturem od peleryny na głowie i dziwnym dwusiecznym mieczem o zębatym ostrzu w dłoni.

Postać pstryknęła palcami, a metalowe drzwi stopiły się jak wosk. Zasiekłszy przybiegłego nie wiadomo skąd strażnika, postać weszła do środka...

 

Θ

 

            A wszystko zaczęło się w pewnej karczmie o dość dziwnej nazwie – „Pod Womitującym Smokiem” – gdzie owa postać, z braku innych zajęć, siedziała przy stoliku i opróżniała bodaj drugą już flaszkę siwuchy. W chwilę później do postaci przysiadł się dość podejrzany osobnik.

 

Θ

 

            - Czego? – rzuciła postać, a osobnik poczuł ciarki na plecach i stające dęba włosy.

 - Szukam kogoś do dość... delikatnej roboty...

 - Streszczaj się dupku. Zajęty jestem.

 - Szczerze wątpię. Masz tu pismo, a w nim wszystko, co musisz wiedzieć...

 - Dawaj je więc i spieprzaj stą...*hik*

Osobnik wyjął zza pazuchy jakiś zwój i, podawszy go postaci, opuścił karczmę.

 - No *hik* wreszcie. *hik* Kuźwa, *hik* muszę się *hik* napić, bosz tej *hik* czkawki nie zdzierżę. *hik*

Jak powiedział, tak zrobił, opróżniając z gwinta flaszkę, po czym udał się na górę do wynajętego wcześniej pokoju.

 

Θ

 

            Rano, opróżniając przyniesiony przez karczmarza dzban wody, postać zabrała się za otrzymany papier. Skończywszy czytać, pstryknęła palcami spopielając dokument i nie do końca pewnym krokiem opuściła komnatę.

Na dole, przy szynkwasie, siedział jakiś kupiec i przyglądał się z zainteresowaniem przechodzącemu właśnie przez środek sali osobnikowi.

 - A cóż to za indywiduum? – spytał karczmarza, wskazując na wychodzącą właśnie postać w czerni.

 - On? Dość często tu zagląda, choć nie jest zbyt popularny wśród mieszkańców, jeśli wiesz, co mam na myśli.

 - Wiem, wiem. A jakieś imię to on ma?

 - A cholera go wie. Wołają na niego Ciulos, ale na imię mi to nie wygląda.

 - Na pewno nie na Prawdziwe Imię...

 - Co?

 - Nic, nic. Tak mi się tylko powiedziało. Podaj jakąś flaszkę – zaschło mi w gardle.

 

Θ

 

            Postać, czyli Ciulos, udała się we wskazane w zwoju miejsce – pod posiadłość jakiegoś kupca, którego akurat nie było w domu, czego nie można powiedzieć o strażnikach.

Nie zastanawiając się długo potraktował drzwi wejściowe z kopa i wpadł do środka. W jego prawej dłoni, w czerwonym blasku, pojawił się krwistoczerwony miecz o gardzie w kształcie rogów i dwusiecznym, zębatym ostrzu. W tej samej chwili użył rzeczonego miecza do skrócenia egzystencji dwóch pierwszych strażników, po czym ruszył w głąb budynku.

Nie przejmował się zbytnio dyskrecją – już po paru krokach przez przypadek włączył alarm i musiał przez to przebijać się przez wszystkich strażników. Mógł oczywiście przekraść się cichaczem, ale że miał jeszcze dość dużego kaca, ta akcja wydała mu się zbyt skomplikowana i czasochłonna.

Dokonawszy masakry wszedł do skarbca, gdzie, ku jego zaskoczeniu, nie było ni grama złota. Jedynym co znajdowało się w „skarbcu” był zwój leżący na piedestale pośrodku sali.

Nie przejął się tym zbytnio, gdyż to właśnie on był jego celem. Zabierając go z piedestału zauważył małą karteczkę leżącą obok.

 - „Do Gniewomiła i kogokolwiek przysłanego tu przez niego” – przeczytał, z niejasnych powodów, na głos. – „Mam nadzieję, że będziecie zdychać długo i w niewyobrażalnym wręcz bólu, a wasze szczątki...” Bla, bla, bla. Bardzo oryginalne. Przypuszczam, że Gniewomił to ten koślawo piszący gość, który nie raczył się pofatygować do mnie osobiście, ale mniejsza z tym. Czas się zbierać

Schował zwój za pazuchę i nie śpiesząc się skierował swe kroki do „Womitującego Smoka”, gdzie miał otrzymać zapłatę i, przy okazji, pozbyć się kaca.

 

Ale to już zupełnie inna opowieść, do opowiedzenia w innym czasie.

 

Koniec

Administrator strony: 2lojaslo@2lojaslo.pl