Nowa strona 1
Szkolny
Konkurs Literacki „Dziwny jest ten świat” – nagrodzone utwory:
Magdalena Mucha kl. III A
Rehabilitacja serca
Przerzucając wspomnienia
natrafiłam właśnie na Ciebie..
Kartka za kartka
przeszukiwałam zakamarki duszy
zbierałam kamienie, które
kiedyś spadały jak łzy..
Nawet proste słowa wyjaśnienia
Nie wydobyły się z Twych ust
Lato nadeszło tak piękne
Dla mnie nie istnieje
Jest tylko szare życie
Jest tylko szara kurtyna..
Zasłoniła mi barwy tego świata
Przedstawienie życia się
rozpocznie
Niestety z przyczyn
technicznych
Kurtynę podniosę później
Za dzień...
Za tydzień...
... za rok
Podniosę gdy remont sceny się
zakończy..
Z poszarpanym sercem
i dziurawymi dłońmi
ciągle idę przed siebie..
Rehabilitacja serca trwa..
Sylwester Zięba kl. III B
Fucha
Potraktowane
kopniakiem drzwi zwisały smętnie na jedynym ocalałym zawiasie i poskrzypywały
cicho na wietrze. Drugie ich skrzydło leżało wewnątrz. Zaraz za nimi w kałużach
krwi leżały dwa trupy. W całym budynku panował półmrok.
Następne sale przedstawiały
ten sam widok – wyważone drzwi i ciała strażników. Gdzieś w głębi gmachu rozległ
się krótki, urwany krzyk.
Ostatni korytarz – ciała leżą
tu niemal jak dywan – nie sposób przejść nie nadeptując na któreś.
Przed drzwiami prowadzącymi do
skarbca stała odziana na czarno postać z niedbale zarzuconym kapturem od
peleryny na głowie i dziwnym dwusiecznym mieczem o zębatym ostrzu w dłoni.
Postać pstryknęła palcami, a
metalowe drzwi stopiły się jak wosk. Zasiekłszy przybiegłego nie wiadomo skąd
strażnika, postać weszła do środka...
Θ
A wszystko zaczęło
się w pewnej karczmie o dość dziwnej nazwie – „Pod Womitującym Smokiem” – gdzie
owa postać, z braku innych zajęć, siedziała przy stoliku i opróżniała bodaj
drugą już flaszkę siwuchy. W chwilę później do postaci przysiadł się dość
podejrzany osobnik.
Θ
- Czego? – rzuciła
postać, a osobnik poczuł ciarki na plecach i stające dęba włosy.
- Szukam kogoś do dość...
delikatnej roboty...
- Streszczaj się dupku.
Zajęty jestem.
- Szczerze wątpię. Masz tu
pismo, a w nim wszystko, co musisz wiedzieć...
- Dawaj je więc i spieprzaj
stą...*hik*
Osobnik wyjął zza pazuchy
jakiś zwój i, podawszy go postaci, opuścił karczmę.
- No *hik* wreszcie. *hik*
Kuźwa, *hik* muszę się *hik* napić, bosz tej *hik* czkawki nie zdzierżę. *hik*
Jak powiedział, tak zrobił,
opróżniając z gwinta flaszkę, po czym udał się na górę do wynajętego wcześniej
pokoju.
Θ
Rano, opróżniając
przyniesiony przez karczmarza dzban wody, postać zabrała się za otrzymany
papier. Skończywszy czytać, pstryknęła palcami spopielając dokument i nie do
końca pewnym krokiem opuściła komnatę.
Na dole, przy szynkwasie,
siedział jakiś kupiec i przyglądał się z zainteresowaniem przechodzącemu właśnie
przez środek sali osobnikowi.
- A cóż to za indywiduum? –
spytał karczmarza, wskazując na wychodzącą właśnie postać w czerni.
- On? Dość często tu zagląda,
choć nie jest zbyt popularny wśród mieszkańców, jeśli wiesz, co mam na myśli.
- Wiem, wiem. A jakieś imię
to on ma?
- A cholera go wie. Wołają na
niego Ciulos, ale na imię mi to nie wygląda.
- Na pewno nie na Prawdziwe
Imię...
- Co?
- Nic, nic. Tak mi się tylko
powiedziało. Podaj jakąś flaszkę – zaschło mi w gardle.
Θ
Postać, czyli
Ciulos, udała się we wskazane w zwoju miejsce – pod posiadłość jakiegoś kupca,
którego akurat nie było w domu, czego nie można powiedzieć o strażnikach.
Nie zastanawiając się długo
potraktował drzwi wejściowe z kopa i wpadł do środka. W jego prawej dłoni, w
czerwonym blasku, pojawił się krwistoczerwony miecz o gardzie w kształcie rogów
i dwusiecznym, zębatym ostrzu. W tej samej chwili użył rzeczonego miecza do
skrócenia egzystencji dwóch pierwszych strażników, po czym ruszył w głąb
budynku.
Nie przejmował się zbytnio
dyskrecją – już po paru krokach przez przypadek włączył alarm i musiał przez to
przebijać się przez wszystkich strażników. Mógł oczywiście przekraść się
cichaczem, ale że miał jeszcze dość dużego kaca, ta akcja wydała mu się zbyt
skomplikowana i czasochłonna.
Dokonawszy masakry wszedł do
skarbca, gdzie, ku jego zaskoczeniu, nie było ni grama złota. Jedynym co
znajdowało się w „skarbcu” był zwój leżący na piedestale pośrodku sali.
Nie przejął się tym zbytnio,
gdyż to właśnie on był jego celem. Zabierając go z piedestału zauważył małą
karteczkę leżącą obok.
- „Do Gniewomiła i
kogokolwiek przysłanego tu przez niego” – przeczytał, z niejasnych powodów, na
głos. – „Mam nadzieję, że będziecie zdychać długo i w niewyobrażalnym wręcz
bólu, a wasze szczątki...” Bla, bla, bla. Bardzo oryginalne. Przypuszczam, że
Gniewomił to ten koślawo piszący gość, który nie raczył się pofatygować do mnie
osobiście, ale mniejsza z tym. Czas się zbierać
Schował zwój za pazuchę i nie
śpiesząc się skierował swe kroki do „Womitującego Smoka”, gdzie miał otrzymać
zapłatę i, przy okazji, pozbyć się kaca.
Ale to już zupełnie inna
opowieść, do opowiedzenia w innym czasie.
Koniec
|