2 Liceum Ogólnokształcące w Jaśle   II LO JASŁO    2 LO JASŁO
Download · Artykuły · Strona Główna10 Wrzesień 2010 05:04
Nawigacja
SZKOŁA
  Szkoła
  Patron
  Statut Szkoły
  Nauczyciele i Wychowawcy
  Samorząd Szkolny
  Rozkład dzwonków
  Zestaw programów nauczania i podręczników
  Platforma nauczania on-line

Nabór 2010/2011
  informacje, podanie

MATURA

KONKURSY/OLIMPIADY
  konkurs ekologiczno-informatyczny 2010

Twórczość naszych uczniów

UCZNIOWIE
  Fotki klas 2009/2010

PORTAL
  Strona Główna
  Galeria
  Artykuły
  Download
  Kontakt
  Szukaj

Kalendarz
Wrzesień 2010
Nd Pn Wt Śr Cz Pt Sb
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Twórczość literacka 2009/2010
Autor

Autor: Kaja

 

My z dekady XXI wieku

Boimy się czarnego kota na drodze

Boimy się nowej zmarszczki na twarzy

Boimy się śmieszności

Ale zupełnie nie odczuwamy lęku

Przed złotą obrączką

Przed odpowiedzialnością

Przed Bogiem

 

Ludzie widzieli

 

Ludzie widzieli

Że jest niepozorna i cicha

Że uprawia w ogródku pietruszkę i łubin

Że szybciutko drepce koło domu

Że lituje się nad sikorką o nadłamanym skrzydełku

I spóźnionym zimowym motylem

 

Ludzie widzieli

Że codziennie słucha mszy przez radio

Że współczuje rolnikom zaprzedanym Unii

Że boleje nad losami Polski rządzonej przez żydo -komunę

 

Ale dlaczego -tego ludzie nie zrozumieli -

Jej córka ładna mądra i niestara

Niespodzianie

Targnęła się na własne życie

 

 

 

Autor: Lili

 

Tonąc...

 

Chwytam się deski,

ona odpływa,

tonie...

 

Uderzam o fale,

odpycham się,

bronię...

 

Nadpływa statek,

ktoś pomoże,

z litości...

 

Rzuci koło,

uratuje,

z miłości...?

 

Liryki sercowe

 

Rzadko cierpiało...
Zmysły postradało...
Od zawsze kochało...
Z tęsknoty umierało...

Serce...

Od dawna pragnę Ciebie sobą całą,
Zawsze, gdyś potrzebny, coś mi Cię zabrało.
Serce moje tak wiele by dało,
By w końcu przestać wołać: „Zawsze Ciebie mało!"

Serce, które zawsze kochało...
Serce, które zawsze się bało...
Serce, które biło jak chciało...
Żyje jeszcze, a jakby już umierało...

Walczyło, lecz to za mało...
Kochało, lecz ufać przestało...
Żyło, lecz śmierć wybrało...
Serce... czemuś się poddało... ?


 

Autor: Jaśmina

 

antynadzieja"

 

zachód słońca małe okna

nieprzepuszczające promieni dom
pokój

nadzieja

wokół porozrzucane rzeczy

na pół podarte zdjęcia

niedbale położony obrus

na rodzinny stół

lampa która nie świeci

bo ktoś zbił żarówkę

głośne tykanie zegara po pradziadkach

i ta nadzieja

jej powracające wspomnienia

jego marzenia niespełnione

jej spragnione oczy

jego odwrócona głowa

jej nieśmiały dotyk

on odchodzi

jej dłonie pełne niepasujących kluczy

i jej nadzieja

fałszywa nadzieja

na nową lepszą przyszłość

 

„iluzja"

nagły

ostry podmuch

wiatru

spalony słońcem liść jesienny

opadł

z umierającego drzewa

upadł

na bielącą się drogę

królowej śniegu

ostatni raz zaśpiewał

marzniejący ptak

on umiera

pośród niepewnej ciszy

pozornie gładkiej i czystej

niczym tafla lodu

słońce odchodzi

czerwono się pali

porzuca cień nadziei

a ołowiane chmury

nie dają już bezpieczeństwa

są groźne lecz czasem płaczą

podmuch wiatru jest ostry i nagły

idę dalej

pozbywając się złudzeń

 

 

Autor: Lena

 
Pokusa

Marna, wredna i bezczelna;

pluje prosto w miliony niewinnych dusz

jadem silnie zatruwającym czystość.

Zaraża słabością i bezsilnością,

potęgując swą zjadliwą zarazę.

Krzywdzi bez wyrzutów,

sycąc się przegraną człowieka.

Dąży do jego porażki i zniszczenia,

wypełniając sumienie potęgującą goryczą.

Ściska boleśnie rozsądek, trwoniąc

spontaniczne uniesienia i słabości.

Wykorzystuje chwile niepowodzenia,

aby raz jeszcze, bez ogródek, zakłócić

spokój wewnętrznej harmonii.

Jest zawsze szybsza od ciebie,

i mimo jakiejkolwiek ucieczki

kiedyś cię dogania i zaczyna rozsiewać

ziarna kusicielskie, aby raz jeszcze

móc nasycić się wyrzutami ludzkiego sumienia.

***

Ty

Dałeś mi szczęście,
ucząc jak marzyć.
Dałeś mi radość,
wskazując jak śnić.
Nauczyłeś-jak sobie radzić,
zwalczając ból w trudne dni.

Dałeś mi miłość,
ucząc jak kochać.
Dałeś mi siłę,
wskazując jak żyć.
Nauczyłeś-jak się nie poddać,
W pochmurną szarość tych dni.

 

 

 

Autor: Ewelina Mazur

 

W RUINACH CZASOWNI

 

- Co ? Czasownia[1] ? – dopytywała się Vega .

- Cza –so –wnia  - przesylabowała Ewa. Tak tu jest napisane. Widać cos takiego istnieje.

- Owszem, jest . A my nawet wiemy gdzie – powiedziała Major Kołek i wskazała z dumą punkcik na mapie.

- Jest, faktycznie ! – Julka zamrugała powiekami, jak gdyby coś wpadło jej do oka. – Ale w kopercie było napisane, że mamy tam być przed trzynastą, a jest już w pół do jedenastej.

- Dobra, pakujemy się i idziemy – zadecydowała Major – Aha, weźcie dużo wody ! – dodała po chwili.

Po kilku minutach wszystkie były gotowe do drogi.

- Kołek, dokąd idziemy ? – spytała Fretka, która dotąd milczała.

- Eee… Na południe, a potem na rozwidleniu szlaków … Mniej więcej w prawo.

- Aha

I poszły . Dzień był przepiękny, niebo bezchmurne , a motyle spijały  z kwiatów nektar. Droga była najpierw asfaltowa, ale gdy skręciły na szlak stała się pylista.  Na szczęście szybko weszły w las. Musiały się śpieszyć . Miały mało czasu, a były już i tak zmęczone. Gdyby nie zdążyły, wszystko byłoby na nic. Cały trud i tygodnie przygotowań.  Miały problem ze znalezieniem żółtego szlaku.  Był zarośnięty i najwyraźniej mało używany.  Na mapie był jednak zaznaczony jako konny.  Owszem, czasem dostrzegały ślady kopyt, ale nie były one zbyt świeże. Często natomiast zdarzały się tropy jeleni i dzików, oraz podobne do psich ślady lisów. Bały się. Same w lesie nie mogły liczyć na pomoc z zewnątrz.  Im głębiej szły w las, tym bardziej droga robiła się kręta i błotnista. Coraz częściej  też przecinała małe potoki. Dawniej były  w tych miejscach drewniane mostki, dziś jednak już tak spróchniałe, że strach było na nie stawać . Ewa szybko wpadła w grząskie błoto, więc nie ściągała nawet butów wchodząc do strumyków.  Upał był znaczny pomimo sporej ilości wody znajdującej się  w lesie . Wcale to nie pomagało – wprost przeciwnie – sprawiało, że było duszno jak w lesie równikowym  i  ubrania kleiły się do ciała.

- Błagam, Fretka, poczekaj … - jęczała porządnie już zmęczona Ewa.  – Ja już nie mogę. Nie zostawiajcie mnie samej !

- O … Ewa . Ruszaj się! Ja też jestem zmęczona, ale mamy naprawdę duże opóźnienie. O , widzisz !? No, teraz to już kompletna klapa – grzęzawisko.   – Nie przejdziemy  !

 Fretka miała rację. Rozciągał się przed nimi szeroki pas błota porośniętego jakaś trawą i gdzieniegdzie niskimi olszynami. Bagno wyglądało  dość niewinnie, ale tylko z pozoru. W rzeczywistości było bardzo zdradliwe.

- Przejdziemy, przejdziemy – przerwała milczenie Major Kołek. – Poczekajcie, zaraz pokażę wam jak ! –powiedziała i zaczęła zwinnie przeskakiwać po wystających kępach trawy. po chwili była już na drugiej stronie.

- I co ? No, dalej! – wołała do reszty. Vega, Julka i Fretka niezręcznie stąpały po trawie, z trudem utrzymując równowagę. Major Kołek była najwyższa i miała długie nogi – znacznie łatwiej było jej stawiać  duże kroki. Ewa miała największe problemy. Najmniejsza i wyjątkowo „krótka” – jak sama siebie określała. Straciła równowagę i … Dziewczyny usłyszały głośny chlupot błota. Ewa wpadła po udo prawą nogą w bagnisko.

- Ewa … Co ty robisz?! – zawołała Vega.

- Wiem, wiem… To były moje jedyne spodnie … Jak ja teraz wyjdę do ludzi – Ewa była bliska rozpaczy.

- Poczekaj, zaraz podam ci rękę – Fretka stała najbliżej – Trzymasz? To teraz podnoś się. Powoli…

- Aaa… Nie mogę! Lewa noga się ześlizguje, a prawą w ogóle nie czuję gruntu !

- Powoli, Ewka, powoli! Podaj mi drugą rękę. Dobrze. A teraz postaw nogę tutaj – Fretka zachowała zimną krew – Jest, udało się !

Ewie w końcu udało się wyswobodzić z wciągającej mazi. Wyglądała doprawdy jak nieboskie stworzenie. gdy wreszcie stanęła na twardej, suchej ziemi miała ochotę ją ucałować. Zamiast tego jednak usiadła i próbowała uspokoić oddech.

- Wstawaj, mała ! Wiesz, że została nam tylko pół godziny ? – Major Kołek patrzyła na nią z troską.

- Ej, Kołek ! Pić mi się chce ! Zostało jeszcze trochę wody?- zawołała Julka.

-Właśnie się skończyła – odparła beznamiętnie Major.

- Która z was ma coś mokrego? – Julka nie dawała za wygraną.

- Ja. Spodnie. – z gorzkim uśmiechem powiedziała Ewa – Naprawdę nie macie już wody ?

- Mam jeszcze pół litra, powiedziała Vega, grzebiąc w plecaku. podała ją Julce.

- Mmmm… Pyszna – Julia była w siódmym niebie – To mineralna, czy ze strumyka ?

- Z tej rzeczki koło wsi.

- Vega, gdzie ją nabierałaś? Tam wysoko, w górze, czy poniże, w zakolu ? – spytała z niepokojem Major Kołek .

- Eee… Tam z zakola. A co ?

- Bo ja tam widziałam wczoraj gigantyczny krowi placek na kamieniach, pośrodku.

Julka zakrztusiła się wodą.

- Pij, pij. Nie przejmuj się. I tak nie mamy innej. – powiedziała Ewa .

Julka z obrzydzeniem splunęła i oddała butelkę.

- Wolę umrzeć z pragnienia, niż pić to obrzydlistwo.

- Dobra, koniec rozmów. Ruszać się ! – krzyczała Major Kołek – Jesteście jak baby na targu. Idziemy. Lewa ! Lewa! Lewa! Zostało tylko dwadzieścia minut !

Niemalże biegły. Las powoli się rozrzedzał, pojawiały się wyręby i pierwsze ślady cywilizacji. Po jakimś czasie wyszły z lasu i stanęły na rozległej, rozgrzanej słońcem łące. Było strasznie gorąco, umilkły nawet świerszcze, a rozedrgane powietrze falowało.

- Kołek, poczekaj. Błagam… - Ewa był bliska płaczu – Ja umieram.

- Poczekaj chwile z tą śmiercią, bo jesteśmy już bardzo blisko- odparła Major – Rozglądajcie się uważnie, ona powinna gdzieś tutaj być.

Rozglądały się uważnie, ale dostrzegały tylko poskręcane starością, na wpół zdziczałe jabłonie dźwigające niedojrzałe jabłuszka. Były to pozostałości po czasie, gdy te tereny były zaludnione, gdy wesoły śmiech rozbrzmiewał wśród wzgórz i opadał ku żyznym dolinom. Dziś pozostały już tylko drzewa i kamienne progi, których nikt nie przestępuje. Ta kraina jest pusta, bo ci, którzy ją kochali, opuścili ją na zawsze.[2]

Nie wiedziały jak wygląda czasownia. Nigdy nie spotkały się z czymś takim. Nie wiedziały, czego mogą się spodziewać.

- Hej, kobiety ! Mam dla was dwie wiadomości – Major Kołek przerwała na chwilę medytacje nad mapą – jedną dobrą, drugą złą. Dobra jest taka, że jesteśmy już bardzo blisko. Zła jest taka, że nie mamy już ani kropelki wody.

- Co ? – Vega była zdenerwowana.

- E, tam. Słyszycie ? Coś szumi! Tam jest woda!  - oczy Fretki błyszczały.

Na samym dnie doliny, w czymś na kształt rowu, spod warstwy ubiegłorocznych liści, sączyła się nikła stróżka wody.

- Julka i Vega – zakomenderowała Major – nabierzcie wody. Ile się da.

- Dobrze, ale płynie bardzo wolno i jest strasznie brudna.- Protestowała Julka.

- Nie jest brudna – zaprzeczyła Vega – to te zbutwiałe liście nadają jej taki kolor. W smaku jest dobra ! – zawołała z dna parowu .

- No to nabierzcie jej – denerwowała się Major Kołek  - Ja, Fretka i Ewa pójdziemy poszukać czasowni. Mapa wskazuje, że jest tu, nad tym potokiem .

Przeskoczyły potok, za którym znajdowała nie skoszona łąka.

- O, rany … pokrzywy – Ewa znowu była najbardziej poszkodowana – Aaa …  - Potknęła się o ukrytą wśród zielska drewnianą belkę. – Fretka, ratuj !

- Ewa, co się stało ?

- Chyba się zraniłam – z nogi Ewy spływała cieniutka smużka krwi – Tu leżą drewniane drągi i zardzewiała blacha.

-  Major Kołek, chodź szybko ! Jesteś mi potrzebna ! – zawołała Fretka.

- O kurcze, pokaż – Kołek oglądała z zatroskaną miną nogę Ewy – Do wesela się zagoi – Rozejrzała się dookoła i znalazła wśród traw liście babki. Roztarła je w dłoniach i przyłożyła do rany, którą obwiązała apaszką Fretki.

- Gratuluję, Ewka ! Odnalazłaś czasownię ! – powiedziała Kołek wesoło – Co prawda kosztowało cię to wiele krwi, ale…

- Co? To ma być czasownia ?

- No, ruiny to ruiny. Parę desek i blacha. Chyba wystarczy. Widzisz gdzieś inne?

- Nie.

- No to chodźmy poszukać wiadomości.

Szukały długo. Gra, w której brały udział była misternie skonstruowana. Wiadomość była im niezbędna do jej kontynuowania. Jednak nic nie znalazły. Ktoś zawalił. Ale na pewno nie one.

- No i wszystko na marne – Fretka usiadła zrezygnowana, nie zważając na pokrzywy.

Dołączyły do nich pozostałe dziewczyny, które nabrały pół butelki wody.

- Szkoda, najwyraźniej spóźniłyśmy się. Zadanie nie zostanie zaliczone. Wracajmy – spokojnie, ze smutkiem powiedziała Major Kołek.

szły powoli. Długa, zbyt pośpieszna wędrówka zrobiła swoje. Zawiodły się, czasownia nie miała im nic do zaoferowania.

- Usiądźmy. Dalsza wędrówka nie ma sensu – powiedziała Ewa – Zostawcie mnie tutaj. Tu jest pięknie.

- Nie, Ewa. Nie możemy.

- Proszę, Vega …

- Nie.

Nagle zza drzew wyłoniła się dziwna postać. Zziajany, młody chłopak.

- No, proszę. Łącznik – powiedziała gorzko Kołek – Spóźniłeś się !

- Przepraszam was, pomyliłem szlaki. Spotkałem takiego jednego kolesia, fajnie nam się gadało i przez przypadek skręciłem na czerwony szlak. jak się zorientowałem to byłem już całe pięć kilometrów dalej. Całą drogę tutaj biegłem. Litości !

- Zawaliłeś, to daj chociaż papierek – powiedziała Vega.

- A byłyście w czasowni ? – spytał.

-  Co właściwie nazywasz czasownią ? – w głosie Ewy można było wyczuć ironię.

- Tylko mi nie mówcie, że nie wiecie, co to jest czasownia?! No to wam powiem. Czasownia, to taka grekokatolicka dzwonnica. Kiedyś wzywała wiernych do modlitwy.

- Aha. Czyli ta kupa desek to ruiny czasowni.

- Tak, najzupełniej.

 - Byłyśmy tam. Daj kartkę. – Powiedziała Vega

- Nie ma potrzeby, musicie wrócić do obozu.

- Co ?! – wykrzyknęły wszystkie razem.

- Tak tam jest napisane. „Wracajcie, akcję odwołano” – powiedział Łącznik.

Wróciły. Nie miały innego wyjścia. Ich powrót był również pełen przygód.

Ale to już inna historia.

 

 

 

 

 

                                                                                                                                            Ewelina Mazur


 

[1] Czasownia - niewielkich rozmiarów budynek o przeznaczeniu sakralnym, służący grekokatolikom lub prawosławnym do odprawiania modlitw przygotowujących do właściwej liturgii - czasów.

[2] Chodzi o akcje „Wisła”-  wysiedlenie Łemków z Podkarpacia.

 

 

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Administrator strony: 2lojaslo@2lojaslo.pl